|
|
 Recenzje |
| |
|
REQUIEM
Reżyseria: Hans-Christian Schmid
Scenariusz: Bernd Lange
Obsada: Sandra Hueller, Burghart Klaussner, Imogen Kogge, Anna Blomeier, Nicholas Reinke
Zdjęcia: Bogumił Godfrejów
Produkcja: Niemcy 2006
Dystrybucja w Polsce: Vivarto
Czas: 93 min.
W kinach od 10 sierpnia 2007
Opis
Niemcy, lata 70. Pochodząca z katolickiej, bardzo religijnej rodziny Michaela wyjeżdża na studia do dużego miasta. Jej decyzja budzi obawy rodziców, ponieważ dziewczyna cierpi na padaczkę. Przekonuje ich jednak fakt, że regularne zażywanie leków powstrzymało niebezpieczne epileptyczne ataki. Lecz Michaela, mimo braku uciążliwych objawów choroby, wciąż czuje niepokój. I coraz częściej towarzyszy jej przekonanie, że została opętana.
Recenzja
Zacznę od wyznania osobistego: Requiem Hansa-Christiana Schmida to chyba najbardziej przeze mnie oczekiwana premiera tego roku. I bardzo cieszę się, że nareszcie ten obraz trafia w Polsce do kin. Schmid w swoim filmie odwołuje się do historii Anneliese Michel - młodej Niemki, która w 1976 roku zmarła na skutek wyczerpania egzorcyzmami. Ta głośna sprawa znalazła swój finał w sądzie, przed którym stanęli rodzice zmarłej oraz dwaj księża-egzorcyści. Oskarżonych uznano za winnych nieumyślnego spowodowania śmierci dziewczyny, ponieważ za ich zgodą/namową m.in. odstawiła leki psychotropowe. Mimo jednoznacznego wyroku sądu i stanowiska władz kościelnych, do Klingenbergu, gdzie zmarła Anneliese, wciąż przybywają katoliccy wierni. I właśnie reportaż z takiej pielgrzymki stał się bezpośrednią inspiracją dla powstania Requiem.
Rok wcześniej, w 2005 roku historię Anneliese Michel na duży ekran przeniósł Scott Derrickson. Jego Egzorcyzmy Emily Rose z jednej strony były sądowym dramatem rozgrywającym się po śmierci bohaterki, z drugiej - wykorzystywały cały horrorowy sztafaż przypisany w kinie do tego typu opowieści. Spojrzenie Schmida jest diametralnie różne. Niemiec postanowił opowiedzieć o dramacie młodej kobiety cierpiącej na chorobę psychiczną. Jego bohaterkę poznajemy zarówno z bezpośredniej obserwacji, jak i przez pryzmat jej najbliższych: rodziny i przyjaciół. Reżyser, odcinając cały wymiar nadprzyrodzony, tworzy przejmujący portret inteligentnej, wrażliwej dziewczyny uwikłanej we własne demony. Michaela jest rozdarta pomiędzy konserwatywnym domem rodzinnym a pragnieniem wyjścia na zewnątrz. Rodzice, którzy zaszczepili jej głęboką wiarę, obawiają się samodzielności córki nie tylko ze względu na epilepsję. W świecie na ich dziecko czeka wiele pokus, które mogą zawrócić je z właściwej drogi. Szczególną nieufnością wykazuje się matka, chłodno i z dystansem traktująca córkę. Pragnienia Michaeli rozumie natomiast ojciec i to on postanawia dziewczynie zaufać. Studia to dla niej nowe życie: nowe przyjaźnie, pierwsza miłość. W tej perspektywie Michaela wcale nie gubi swojej wiary, jednak z czasem, coraz częściej zaczynają dręczyć ją ataki. I obawy, że została opętana.
Hans-Christian Schmid nie pokazuje jednak "psychiatrycznej jednostki chorobowej", lecz wprowadza nas w otoczenie Michaeli. Już podczas ekspozycji kamera obserwuje bohaterkę, która z trudem jedzie na rowerze pod wiatr. Jest w tej scenie niepokój, oczekiwanie, nerwowość. Taka wydaje się sama Michaela - rozedrgana, buntująca się przeciwko ograniczeniom narzuconym przez chorobę; pełna obaw i nadziei jednocześnie. Reżyser prezentuje jej religijne zaangażowanie, pewną prostotę i dosłowność w pojmowaniu wiary. Wiara w świętość, którą osiąga się przez cierpienie jest jednym z elementów "opętania" Michaeli. Przeciwko niemu występuje nawet stary proboszcz parafii Klinglerów, który stara się zracjonalizować niezrozumiałe cierpienia dziewczyny. Na przeciwległych biegunach Schmid stawia również najbliższych bohaterki, którzy znaleźli się w obliczu dręczącej ją choroby. Po jednej stronie są zatem rodzice wspierani przez młodego egzorcystę, wierzący w opętanie i siłę egzorcyzmów; po drugiej - jej przyjaciółka i chłopak, przekonani, że pomoc specjalisty jest najlepszym wyjściem.
Requiem ma w sobie przejmującą surowość. Jest ona w znakomitych, chropawych zdjęciach Bogumiła Godfrejowa, świetnie oddających klimat lat 70. Jest w poruszającej kreacji Sandry Hueller. Jest w sposobie pokazania świata Michaeli - szczególnie przejmującym, gdy obserwujemy dziewczynę podczas ataków. Schmid zrezygnował z tak często wykorzystywanego w filmach o psychicznie chorych zabiegu pokazywania rzeczywistości ich oczami. W Requiem patrzymy na cierpiącą bohaterkę i nie wiemy, co dzieje się w jej głowie. I w tym jest sedno niemieckiego filmu: nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć przeżyć osoby psychicznie chorej, nie jesteśmy w stanie zrozumieć dramatu Michaeli Klingler. Ta świadomość jest bolesna. I Requiem jest bolesnym obrazem. Ale ma w sobie pełnię, która w kinie dotyka najbardziej.
Marta Miś

 |
| |
|
|