|
|
 Recenzje |
| |
|
SIMPSONOWIE - WERSJA KINOWA
Reżyseria: David Silverman
Głosy w polskiej wersji: Miłogost Reczek, Barbara Zielińska, Adam Ferency, Wojciech Paszkowski, Emilia Krakowska (jest też wersja z napisami)
Produkcja: USA 2007
Dystrybucja w Polsce: CinePix
Czas: 87 min.
W kinach od 3 sierpnia 2007
Opis
Kinowa wersja legendarnego serialu animowanego dla dorosłych o ekscentrycznej amerykańskiej rodzinie, która wyznaje niezwykle oryginalny styl życia. Homer Simpson - od niemal 20 lat zabawiający widzów telewizyjnych - wkracza na duży ekran. Ma za zadanie jeszcze raz pokazać widzom, że tak naprawdę śmieją się z siebie
Recenzja
Nie ma chyba słynniejszej, kreskówkowej rodziny od Simpsonów, nie licząc oczywiście Jaskiniowców - Flintstone'ów. O ile jednak ci ostatni byli trochę archaiczni i to w sensie dosłownym, jak i przenośnym, to Simpsonowie uosabiają przeciętną Amerykę - i za to ich wszyscy kochają jak świat długi i szeroki. Żółta rodzinka jest amerykańską, animowaną odmianą Kiepskich, od lat panoszącą się na małym ekranie, tyle że w przeciwieństwie do polskiego serialu - Simpsonowie są zabójczo śmieszni. Simpsonowie rażą humorem czarnym i bezwstydnym, nic nie robiącym sobie ze wszystkich amerykańskich śmieszności, nawyków i świętości. Może nawet słuszniej byłoby postawić Simpsonów w jednym szeregu z bezecnym South Parkiem niż naszymi poczciwymi Kiepskimi.
Zresztą dość porównań, przejdźmy do rzeczy. Na samym początku Homer Simpson mówi: "Nie mogę uwierzyć, że płacimy za coś, co możemy dostać za darmo w telewizji" i jest to kwintesencja simpsonowego światopoglądu. Akcja jednak zawiązuje się dopiero wtedy, gdy sklerotyczny dziadek Simpson dostaje podczas mszy objawienia, z którego wynika, że Springfield, rodzinne miasteczko Simpsonów, czeka zagłada. Z bełkotliwej przepowiedni niewiele wynika i gdyby nie Marge czujnie nagrywająca majaczącego dziadka na komórkę, nikt nie domyśliłby się, że przyczyną tragedii może być zwykła świnka. A konkretnie mówiąc, jej toksyczne odchody, które niefrasobliwy Homer wrzuca po prostu do jeziora. Zanieczyszczenie jeziora sięga zenitu i gdy okoliczne zwierzęta zaczynają mutować, amerykańska Rada Ekologii i prezydent USA Arnold Schwarzenegger postanawiają nakryć smrodliwe miasteczko gigantyczną kopułą. A następnie wręcz zmieść je z powierzchni ziemi. Gdy sfrustrowany i rozwścieczony uwięzieniem tłum mieszkańców Springfield dowiaduje się, kto jest sprawcą ich nieszczęść, Homer wraz całą rodziną musi ratować się ucieczką i trafia na Alaskę. Tam spotyka biuściatą Eskimoskę, mądrą mądrością przodków i postanawia naprawić swoje błędy.
O Homerze Simpsonie można z czystym sumieniem powiedzieć: odrażający, brzydki i zły. A bez wątpienia megaburacki. Jest takie niemieckie określenie Schadenfreude, oznaczające z grubsza radość z cudzego nieszczęścia - i jest ono kluczem popularności Simpsonów, bo trudno w gburowatości i prostactwie przebić Homera Simpsona, w naiwności jego żonę Marge, w gamoniowatości syna - Barta, a córka państwa Simpsonów - no cóż, ona jedna ma intelektualny potencjał, szkoda tylko, że jest przy tym straszną gadułą i kujonem. Twórcy żółtej rodzinki zresztą nikogo nie oszczędzają: dziadek balansuje na granicy starczego otępienia, a prezydent USA sam o sobie mówi, że jest tutaj "od rządzenia, a nie od czytania". Amatorów Simpsonów nie trzeba namawiać, bo na pewno zaliczą "pełny metraż" nie raz, nie dwa, a trzeba przyznać, że w ilości cynizmu i sardonicznych żartów film nie ustępuje najlepszym odcinkom. Niezdecydowanym mówię: zaryzykujcie i zobaczycie, że pod koniec będzie wam aż niedobrze od śmiechu.
Ewa Szabłowska

 |
| |
|
|