|
|
 Recenzje |
| |
|
GANG DZIKICH WIEPRZY
Reżyseria: Nikolaj Lebiediew
Scenariusz: Nikolaj Lebiediew
Obsada: Aleksandr Bucharow, Oksana Akinszina, Aleksander Domogarow
Zdjęcia: Irek Hartowicz, Valeri Martynov
Produkcja: Rosja 2006
Dystrybucja w Polsce: SPI
W kinach od 13 lipca 2007
Opis
Akcja toczy się zamierzchłych czasach, w mitycznych przestrzeniach wschodniej słowiańszczyzny. Volkodav (Bucharow) jest zbiegłym byłym niewolnikiem, który wyrósł na niezwyciężonego wojownika. Rycerz szuka zemsty za zagładę swego klanu. W imię pomsty i sprawiedliwości bohater nie waha się rzucić wyzwania potężnym druidom bogini śmierci Morany - siejącemu postrach okrutnemu Ludojadowi i dysponującemu magicznymi mocami Żadobie. Kapłani śmierci planują obudzić swoje straszne bóstwo - na drodze stanie im jednak Volkodav, którego nie zmogą nawet czary i podstępy wyznawców zła.
Recenzja
"Najdroższy rosyjski film wszech czasów" - zachwala Volkodava dystrybutor. Czy to powinno nam imponować? We mnie takie reklamy budzą z punktu nieufność. Piszą, że "najdroższy" (i to wszech czasów!). Ale nie piszą już, że "najlepszy", "dobry", choćby "jako-taki". I dajmy spokój wszem czasom; wystarczyłoby, żeby film bronił się na tle sezonu.
W kinie złe przeczucia się sprawdzają. Jeżeli Volkodav był rzeczywiście "najdroższym filmem wszech czasów" w Rosji, to tym gorzej dla Volkodava. Nie dość, że film jest okropny, to jeszcze był okropnie drogi.
Powiedzmy delikatnie: Volkodav nie jest filmem bez wad. Należy do nich w pierwszym rzędzie tytułowy bohater. Dobrze się bije, ale na tym koniec; nasz Volkodav to heros bez właściwości, zapomniano wyposażyć go w osobowość - choćby z gruba ciosaną. Pustkę tej postaci podkreśla kiepska gra drewnianego Aleksandra Bucharowa. Poza tym są nieintencjonalnie komiczne, napuszone dialogi; kompletny brak poczucia humoru, wynagradzany jest mnóstwem kiczu (który w finale pojawia się w bezwstydnym natężeniu, włącznie z parą protagonistów, którzy całują się na tle wschodzącego słońca).
O czym jest Volkodav? Zasadniczo to kolekcja scen walki nanizana na nieskładną fabułę ze zwichniętą dramaturgią. Jeżeli coś ratuje Volkodava, to rosyjskie pochodzenie. Film oparty jest na bestsellerach Marii Siemionowej, gwiazdy "słowiańskiej fantasy". Słowiańskość realiów jest rzeczywiście jakąś atrakcją, kostiumem, który przystraja widowisko skrępowane w gruncie rzeczy dość ciasno pętami gatunkowych schematów fantasy.
Volkodav prowokuje do kpinek. Pytanie tylko, czy możemy sobie na nie pozwolić jako Polacy - naród, który wydał z siebie film o Wiedźminie. Rosyjscy fani mogliby na krytykę Volkodava odpowiedzieć: "obejrzyjcie sobie lepiej waszego Wiedźmina, cwaniaczki". W obliczu tak okrutnego przytyku trudno byłoby zdobyć się na ciętą ripostę. Volkodav jest może filmem nieudanym, ale nie jest to ten poziom żenady, jaką przeżywało się na Wiedźminie. Rosyjskie widowisko jest przynajmniej solidnie wyprodukowane i efektownie wygląda.
Volkodav ma podtytuł: "ostatni z rodu Szarych Psów". Chciałoby się powiedzieć, całe szczęście, że ostatni - brakuje nam jeszcze tylko więcej Volkodavów. Nie robiłbym sobie jednak złudnych nadziei. Volkodav jest może ostatni z rodu Szarych Psów, ale na pewno nie ostatni z rodu niedobrych filmów fantasy.
Stach Szablowski

 |
| |
|
|