 nasza ocena:
     wasza ocena:
   
 |
numer (84) 10/10
aktualizacja 12-03-2010

napisz do nas...

|

|
 |
|
 Recenzje |
| |
|
AALTRA
Reżyseria: Benoit Delepine, Gustave de Kervern
Scenariusz: Benoit Delepine, Gustave de Kervern
Występują: Benoit Delepine, Gustave de Kervern, Gerard Condejean, Isabelle Delepine
Zdjęcia: Hugues Poulain
Produkcja: Belgia, Francja 2004
Dystrybucja w Polsce: Art House
W kinach: od 6 czerwca 2007
Opis
Ben i Gus mieszkają na belgijskiej prowincji. Są sąsiadami i szczerze się nienawidzą. Podczas jednej z tradycyjnych sąsiedzkich bójek mężczyźni zostają przygniecieni przez wadliwą przyczepę od traktora produkcji fińskiej firmy Aaltra. W wyniku wypadku obaj bohaterowie zostają sparaliżowani od pasa w dół i lądują na wózkach inwalidzkich. Po wyjściu ze szpitala wciąż skłóconych sąsiadów jednoczy wspólny cel - dostać się do Finlandii i wymusić na fińskiej firmie wielomilionowe odszkodowanie. Niestety przed rozpoczęciem podróży inwalidzi zostają obrabowani. Bez pieniędzy, dokumentów, telefonów komórkowych i kart kredytowych, skazani są na żebry, drobne kradzieże i kapryśną łaskę bliźnich. Mimo to nie porzucają projektu wyprawy do Finlandii - przeciwnie, dwaj niepełnosprawni Belgowie kierują swoje inwalidzkie wózki w stronę Skandynawii, by domagać się sprawiedliwości od niesolidnego producenta maszyn rolniczych.
Recenzja
Jeszcze jedna wariacja na temat kina drogi - wariacja ekstremalna, bo tym razem jedziemy na wózkach inwalidzkich. Do przebycia jest kawał drogi; trasa wiedzie z Belgii do Finlandii, czyli przez pół Europy i co najmniej jedno morze. Dla utrudnienia bohaterowie - świeżo upieczeni inwalidzi - nie mają pieniędzy ani dokumentów i wzajemnie się nienawidzą. Wchodzi z tego niezła, za przeproszeniem, jazda (na inwalidzkim wózku) - czarna i chwilami okrutna, ale jednocześnie zaskakująco awanturnicza komedia o kalectwie.
Czarnobiała, manifestacyjnie niskobudżetowa Aaltra to offowy projekt dwóch telewizyjnych komików; Benoit Delepine i Gustave de Kervern zrobili większość rzeczy przy tym filmie sami - i oczywiście powierzyli sobie główne role. Żarty z kalectwa to śliski rodzaj dowcipu; przedsięwzięcie było więc ryzykowane (w kategoriach dobrego smaku), ale okazało się warte grzechu.
Nakręcona na kiepskiej taśmie Aaltra wygląda chwilami jak wczesne filmy Jarmuscha z ich długimi statycznymi ujęciami i beznamiętnym humorem. Ów humor jest zaprawiony solidną szczyptą okrucieństwa - w myśl starej zasady, że bez okrucieństwa nie ma zabawy. Kiedy czyta się streszczenie Aaltry, może się ono kojarzyć z innym nietypowym filmem drogi - poczciwą Prostą historią Lyncha. To jednak mylący trop; tym razem jesteśmy w zupełnie innej, bardziej cynicznej bajce.
Jak dostać się z Belgii do Finlandii, jeżeli siedzi się na wózku inwalidzkim, nie ma się paszportu ani pieniędzy i podróżuje się w towarzystwie najgorszego wroga? Cóż, trzeba sobie radzić, jak się da. Nasi inwalidzi żebrzą, kradną, podróżują autostopem i elektrycznym wózkiem inwalidzkim podprowadzonym niedołężnemu staruszkowi. Usiłują wyłudzać datki, pobierać opłaty za miejsca parkingowe dla inwalidów, próbują nawet wymuszać wsparcie przemocą. Nie cofają się oczywiście przed moralnym szantażem i bezwzględnym wykorzystywaniem litości i poczucia winny pełnosprawnych wobec niepełnosprawnych (świetna jest scena, w której kalecy - pod pozorem ładowania akumulatora inwalidzkiego wózka - wpraszają się do domu solidnej holenderskiej rodziny i doszczętnie ją objadają). Bohaterowie Aaltry mają mentalność piratów z ich hasłem "bierz co się da i nie oddawaj niczego". Uważają za oczywiste, że nieszczęście i sparaliżowane nogi usprawiedliwiają amoralne wybryki. I rzeczywiście jakoś usprawiedliwiają: widz kibicuje dwóm bezczelnym inwalidom, którzy wierzą, że coś im się od życia należy - tym bardziej że cała ta awantura podszyta jest gorzką ironią; nasi "piraci" są zawadiaccy, ale pozostają przecież dwoma dotkniętym tragedią nędzarzami, którzy toczą się przez zachodnią Europę na inwalidzkich wózkach.
Zabawne? Na swój makabryczny sposób nawet bardzo; to jeden z tych filmów, które nie nadają się na multipleksowy przebój, ale są skrojone na pomniejszą rzecz kultową. Puenta tego inwalidzkiego road movie jest przegięta, ale trzeba ją wybaczyć autorom - choćby za brawurową scenę fińskiego karaoke, jedną z niezliczonych, brawurowych sekwencji, którymi naszpikowany jest ten rozbrajająco bezczelny film.
Stach Szabłowski

 |
| |
|
|