|
|
 Recenzje |
| |
|
VIVA CUBA
Reżyseria: Juan Carlos Cremata Malberti
Obsada: Jorgito Milo Avila, Malu Tarrau Broche
Produkcja: Kuba 2005
Dystrybucja w Polsce: Art House
Czas: 90 min.
W kinach od 29 czerwca 2007
Opis
Na przyjaźń pomiędzy Malu - dziewczynką wychowywaną przez samotną matkę o burżuazyjnych (jak na kubańskie warunki oczywiście) zapędach, a Jorgito - ubogim chłopcem z dosyć prostackiej i pospolitej rodziny, niechętnym okiem patrzą obie familie. Matka Jorgito jest ubogą socjalistką, dumną z pozycji społecznej, jaką zajmuje jej rodzina, od matki Malu dzieli ją przepaść, nie tylko społeczna. Obie kobiety, pomimo iż wiedzą o dziwnej sympatii swoich pociech, to jednak nie zdają sobie sprawy, jak bezgraniczna jest to więź. Kiedy dzieci odkrywają, że matka Malu chce opuścić Kubę, wyruszają w podróż na drugi koniec wyspy, aby odszukać ojca dziewczynki. Chcą go nakłonić, aby podpisał papiery umożliwiające wyjazd z Kuby.
Recenzja
Gorące kobiety, palące słońce, salsa, rum, cygara - to pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy pada hasło Kuba. Niestety tego gorącego powiewu zabrakło w filmie Juana Malbertiego, bo udało mu się nakręcić film drogi w egzotycznych kubańskich plenerach letni jak cienka herbatka ze szkolnej stołówki.
Viva Cuba to film drętwy i przede wszystkim strasznie fałszywy. I nic dziwnego, bo był on kubańskim kandydatem do Oscara w 2005 roku i w każdym kadrze widać, że jest propagandową agitką. Kubę oglądamy jak z turystycznego folderu: długie ujęcia Varadero (a jakże by inaczej), trochę zajawek Hawany, tak, żeby widać było to i owo z miasta, ale nie za dużo brudu i biedy. Dzieciaki krzyczą co rano w szkole "viva communismo" ubrane mundurki z czerwonymi chustkami pionierów, po szkole jednak wskakują w całkiem niezłe zachodnie ciuszki. Policjanci w tej karaibskiej oazie socjalizmu są do rany przyłóż, gotowi zaniepokojone mamy podrzucić służbowym autem na drugi koniec wyspy - ot, drobiazg, jakieś 200 km. Wszystko to byłoby może i jakoś tam strawne, gdyby nie pretensjonalne i kiczowate pozy młodocianych aktorów. Wierzę, że nie jest łatwo ciekawie pokazać dziecięcą logikę, która nakazuje sympatie łoić patykiem po głowie dwa razy mocniej niż pozostałych kolegów. Ale litości, od czego jest reżyser, jak nie od tego, by umieć oryginalnie przetworzyć powszechne doznania i uczucia. W Viva Cuba dzieci wypadają okropnie, szczególnie mizdrząca się, "stara malutka" dziewczynka, jednak wszystkie zarzuty dotyczące drażniącego, nieudolnego aktorstwa dwa razy bardziej dotyczą postaci matek małych uciekinierów. Nie wiem, czy to taki latynoski styl bycia czy telenowelowa maniera, w której nie można powiedzieć dwóch zdań bez wywracania oczami, łamiącego się głosu, westchnień, podrzucania głowy do góry i ogólnej nadekspresji - niemniej jednak wszystko to sprawia, że Viva Cuba jest absolutnie niestrawnym obrazem. Nadającym się wyłącznie na zesłanie do piekła filmów. I niech tam spoczywa po wsze czasy.
Ewa Szabłowska

 To jest film o przyjaźni dwuch dzieci zakochanych w sobie po podruzy którą przeżyli razem. Viva Cuba podobał mi się poniewaz musiałam go oglądac, nie polecam go innym
ewelina z iasta

|
| |
|
|