magyar
  STRONA GŁÓWNA | O NAS



PROGRAM TV | POLECAMY | ŚCINKI | LUDZIE KINA | RECENZJE | CINEMANIA | DZIESIĄTKA | PRL | TAPETY | KARTKI | FORUM  

   





numer
(83) 9/10


aktualizacja
11-03-2010




napisz do nas...




   
Imprezujemy w peerelu
Maks Suski

Dyskoteki, prywatki, balangi, imprezy, imieniny, urodziny, zwykłe popijawy - oj, sporo tego było w filmach peerelu! Niektóre były na tyle niezwykłe, że warto je przypomnieć.

Impreza-nieimpreza (dziewczyna z anteną).

W filmie Yesterday sięgamy do lat 60. - apogeum popularności "chłopców z Liverpoolu". Młodzież - nawet, wydawałoby się, inteligentna - wariuje kompletnie na punkcie Beatlesów, organizując czterochłopcowe zespoły muzyczne; przybiera nawet imiona idoli, nie wspominając o bałwochwalczym naśladownictwie w sferze wyglądu zewnętrznego.

Ale jak ta młodzież potrafi się bawić! Koledzy, urwawszy się z oficjalnej uroczystości na cześć Walentyny Tierieszkowej, spontanicznie robią sobie imprezę w sali gimnastycznej. Puszczają ulubione kawałki Beatlesów z pocztówki dźwiękowej na gramofonie Bambino. Woda sodowa uderza do głowy, pojawiają się papierosy, najprzystojniejszy "Johny" (Andrzej Zieliński) ciągnie najładniejszą dziewczynę (Ania - Anna Kaźmierczak) do sportowego magazynku w wiadomym celu... Nie mieli nawet taniego wina. Aż w głowie się kręci z niedowierzania. Kto dziś, w epoce CD, DVD i LSD, byłby zdolny do wywołania takiej jazdy bez wspomagania?

Do tego wspaniały seks: w Yesterday oglądamy chyba jedną z najpiękniejszych scen erotycznych w historii peerelowskiego kina. Przypadek sprawia, że Anna spędza noc w tym samym łóżku co Ringo (Piotr Siwkiewicz). Ten co wieczór słucha Radia Luxembourg, poprawiając fatalny zazwyczaj odbiór stacji przez ciągłe ustawianie anteny. Prosi Annę o pomoc w trzymaniu drutu... Ona, rozebrana do naga, wstaje i chodzi z anteną po pokoju. Gdy ze wstydem zakrywa rękami piersi, muzyka cichnie - Anna musi znowu podnieść ręce i trzymać antenę nad głową, żeby z głośnika popłynęło bez zakłóceń "...oh, I believe in yesterday...". I tak już cały czas... Majstersztyk, panie Piwowarski!

Janosikowo-psychodelicznie

W Jak daleko stąd, jak blisko natrafiamy na imienino-urodziny (do końca nie wiadomo, jaka to okazja) głównego bohatera Andrzeja (Andrzej Łapicki). Fakt, że na imprezie pojawiają się postaci dawno zmarłych już osób - m.in. Max (khe, khe) czyli Gustaw Holoubek - zrzucić należy na karb filozofującej formy obrazu. Równie nadzwyczajni są żywi goście, np. nawiedzony grubas, typ działacza partyjnego zapowiadający rychłe nadejście końca świata. Ale najważniejsza jest muzyka: kompletnie psychodeliczna, zawodząca, grana przez niby ludowy zespół, z wokalem - uwaga - Jerzego Cnoty (ten z Janosika!). Film pochodzi z roku 1972, jednak taki, weźmy na przykład, zespół Portishead nie dorasta Jerzemu Cnocie i jego kapeli do pięt. Sami posłuchajcie przy okazji niesamowitego wycia: "Ja wiem, ja wiem, że tak się stanie. Powiemy sobie wszystko. Za siódmą góra pożegnanie, za siódmą przyjdzie rzeką... Nie, nie, nie zawołam łzami Boga, bo przecież będziesz blisko..." Do tego Zdzisław Maklakiewicz tańczący na stole i lewitujący. Ale impreza!

Drobnomieszczańsko

Na ciekawą historię związaną z przyjęciami natrafiamy w niezawodnym Czterdziestolatku. Odcinek "Kosztowny drobiazg czyli rewizyta" to ostrzeżenie przed zbytnim zaangażowaniem w styl bycia "dyrektora". Na proszone przyjęcia trzeba elegancko się ubierać (krawaty!), przychodzić z żoną albo osobą towarzyszącą (której wcześniej należy kupić drogą suknię), zwracać do większości gości "proszę pana" i znosić mnóstwo podobnych niewygód. Później wypada urządzić w rewanżu swoje przyjęcie, przebudowując w tym celu mieszkanie.

Niby komedia, ale dziw bierze, że mnóstwo ludzi do dziś się w ten sposób "bawi".

Na szczęście, żeby cały świat nie stał się jedną wielką drętwotą, sprawy w swoje ręce biorą dzieci (Jagoda), urządzając normalną, regularną prywatkę. Nadzieja wróciła, różnica stylów została wyrównana.

Niedościgniona megaimpreza

Najwspanialsza, najbardziej imprezowa impreza, jaką pamiętam z małego ekranu pokazana została w filmie Dzięcioł. Stefan Waldek (Wiesław Gołas) od pewnego czasu obserwuje przez domową lunetę prywatkę toczącą się na okrągło w bloku naprzeciwko (piętnastopiętrowce osiedla Za Żelazną Bramą w Warszawie). Podczas nieobecności żony przypadkiem udaje mu się na nią dostać.

A impreza jest doprawdy nadzwyczajna. W rytm big-bitowej muzyki po nie-wiadomo-czyim mieszkaniu snują się roznegliżowane panienki. Gwar, tłum, alkohol, taniec w narkotycznej atmosferze i mgle pomarańczowej poświaty tworzą niezwykły klimat. Nikt nikogo nie zna, wszyscy świetnie się bawią, jedzą, piją, palą. Jak mówi Stefanowi Waldkowi przypadkiem spotkany w przedpokoju gość: "Gospodarz? Podobno był tu jakiś gospodarz, ale ja już od trzech tygodni próbuję go poznać i nic. Tu już czwarte pokolenie się bawi.
  -  A jak pan tu trafił?
  -  Tak jak pan. Usłyszałem, że jest składkowa prywatka; wpadłem i tak już zostałem. To samograj, perpetuum mobile. Każdy przynosi pół litra, a wypija najwyżej 2-3 kieliszki. Z jedzeniem trochę gorzej, ale też przynoszą. Odsuńmy się od drzwi, bo między 20 a 30 przychodzi inkasent i od najbliżej stojącego bierze za światło i gaz.

Ta niekończąca się impreza to wzór wyobrażenia o prywatkach lat 70.: beztroska, wolność, wieczna zabawa. Czy są jeszcze takie?




05.02.2008 21:26
wielka majówka tam impreza trwała cału czas

mariusz36

24.09.2007 22:38
a moze impreza jak w dancingu w kwaterze hitlera? ;-) heh

a.

29.06.2007 14:28
ach,te wpaqdające ciągle korki do sikacza....

kejter

12.03.2007 18:24
Jak ktoś ma ochotę na imprezę w stylu Dzięcioła to zapraszam do sopockiego Spatif-u w piątek albo sobotę;)

e&z

01.01.2006 02:52
wole prl niz niz kurwa obecny przesiąknięty głupią ameryką zjebany ustrój-PAJACE!!

guber zdrawska


[więcej...]



   PRL

Jak zdobywano
[dziki] zachód 


"Szli na zachód osadnicy / szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy / Karabiny i rusznice / zawiesili w cieniu brzóz".


Hot life 

Ten to miał życie! Nazywał się Maj, redaktor Maj...


Zwierzęta mają głos 

Niedługo noc wigilina... Oto najpopularniejsze zwięrzęta filmów peerelu.


Nad jeziorem 

Ponieważ jezioro istnieje samo z siebie i za darmo, może wystąpić w każdej, nawet niskobudżetowej produkcji.


Muszę do łazienki 

Łazienka to nie byle jakie miejsce akcji - było szczególnie podatne na skutki przaśnej peerelowskiej rzeczywistości.


Ważny
międzynarodowy telefon 


Błędne połączenia, głuche aparaty, zniszczone budki - cóż za pole do popisu dla zdolnych filmowców!


Lustereczko,
powiedz, przecie... 


Peerelowski film ustawiał lustra i zwierciadła pod różnymi kątami.


W górę i w dół 

Rozpuszczeni dziś różnymi gadającymi i świecącymi otisami i sznajderami, przypomnijmy sobie przejażdżki windami wykorzystanymi w filmach czasów peerelu.


Pani idzie! 

Rok szkolny tuż tuż. Razem z młodzieżą uczącą się, w szkolne mury powrócą także nauczyciele. Popatrzmy, do czego zdolni są ci, którym powierzamy wychowanie naszych dzieci.


Gangsterzy tamtych lat 

Czy jakikolwiek szanujący się mafioso powie dziś do podwładnego: "Parmezan, ty się zaniedbujesz w pracy!"?


Lektury obowiązkowe 

Co prawda uczniowie coraz rzadziej czytają, a tylko oglądają - ale za to obcują z naprawdę dobrym kinem. Oto dowody.


Czeski film 

Czeskie seriale kojarzyły się z czymś, co nie ma końca. A przecież Szpital na peryferiach miał zaledwie około 20 odcinków!


Imprezujemy w peerelu 

Dyskoteki, prywatki, balangi, imprezy, imieniny, urodziny, zwykłe popijawy - oj, sporo tego było!


Szukając 
Aniołka Czarliego 


Trudno w kinie PRL o prywatnego detektywa, znacznie łatwiej o milicyjnego wywiadowcę - lub detektywa-amatora.


Polskie musicale 

Czy istnieje choć jeden prawdziwy polski musical? Mamy niezłe tradycje w kręceniu komedii muzycznych...


Polscy sportowcy 
na podium 


Szewińska biegała aż się kurzyło i to wbrew temu, co ze sportem działo się w polskim kinie


Easy rider by się uśmiał 

Nakręcenie filmu drogi w PRL to nie była taka prosta sprawa.


Kapitan Żbik do filmu! 

- Oto mój znaczek rozpoznawczy polskiej milicji - powiedział kapitan Żbik i w ten sposób zyskał przychylność czechosłowackej stewardessy Zdenki.


Na traktory! 

"Epoka stawia wymagania. Czworonogi sprzedać, ciągnik kupić, pełną mechanizację zaprowadzić; ręce w kieszeni, krawat na szyję, konto w banku, wódka w lodówce i można świat doganiać."


Koloryt, czyli szaroryt 

"Szare w kolorze" - szkolne etiudy dzisiejszych mistrzów, którzy studiowali w tamtych czasach.


S.F. czyli PRL 

"Idziemy na wschód, tam musi być cywilizacja!"


Kfiaty polskich seriali 

Pamiętacie samochód redaktora Maja, którym rozbijał się po Europie? Był to wspaniały okaz polskiego fiata...


Pierwsza miłość
z ekranu 


Nasz gust seksualny z pewnością mocno został skażony wpływem telewizyjnych idoli...


Palimy! 

Film, którego bohaterowie palą, łatwiej nakręcić. Dialogi są przeciągnięte, przerywane co chwila zaciąganiem, rozpalaniem i strzepywaniem.


Cytatacytacytaty? 

Wielka to sztuka przenieść na stałe część nierzeczywistości do życia realnego. Szczególnie płodne pod tym względem są produkcje filmowe czasów peerelu.


Copyright Chello Zone 2007 | Legal | Terms & Conditions | Privacy Policy | Reklama