|

Myślałam, że nie przeżyję rozmowa z Edytą Olszówką
styczeń 2007
Elvis i Marilyn to historia Rumunki i Bułgara, którzy wygrywają konkurs sobowtórów Marilyn Monroe i Elvisa Presleya i wyjeżdżają do Włoch z nadzieją na nowe, lepsze życie. Główną rolę żeńską zagrała Edyta Olszówka, znana polska aktorka teatralna i filmowa, która opowiedziała nam o pracy nad filmem.
Dlaczego reżyser Armando Manni zdecydował się zaangażować polską aktorkę do roli Rumunki? Jak przebiegał casting na dwójkę tytułowych bohaterów?
Edyta Olszówka: Reżyser chciał, aby aktorzy grający Ileanę i Nicolaja pochodzili z krajów postkomunistycznych. Dzięki temu łatwiej było im się wczuć w pracę. Początkowo szukano ich więc w Rumunii i Bułgarii. Gdy się okazało, że żaden z kandydatów nie spełnia oczekiwań reżysera - casting został rozszerzony o inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym oczywiście o Polskę. Nabór do roli Ileany składał się z trzech etapów i prowadził go Witold Holz. W pierwszym musiałam zaśpiewać wybraną piosenkę Marilyn Monroe, następne etapy, czyli praca nad scenami do filmu, odbywały się już z innymi aktorami w Rzymie. Udało mi się przejść przez wszystkie i w ten sposób dostałam rolę.
Jak wyglądała współpraca z włoskim reżyserem? Czym różni się praca w międzynarodowym zespole od pracy z Polakami?
E.O.: Z Armando Mannim pracowało się naprawdę dobrze. W zasadzie robienie filmu to na całym świecie podobny proces składający się z niemal tych samych etapów. Różne są tylko nakłady finansowe. Nie ma więc większych różnic w pracy z ekipą międzynarodową a polską. Może jeszcze z wyjątkiem utrudnień wynikających z barier językowych. Chociaż muszę powiedzieć, że doszło do tego, że reżyser apelował do ekipy, aby rozmawiali ze mną po angielsku, gdyż po krótkim czasie zaczęłam rozumieć dominujący w filmie język włoski. Armando Manniemu zależało na tym, abym zachowała obcy akcent, co nadawało mojej roli autentyczności. Zdecydowanie więcej problemów miałam z językiem rumuńskim - a musiałam się nim posługiwać płynnie i bez obcego akcentu. Jego fonetyka jest dla nas Polaków zupełnie obca i bez dobrego nauczyciela pewnie nie dałabym sobie rady.
Czy polskie pochodzenie pomogło Pani wczuć się w sytuację bohaterki filmu?
E.O.: Myślę, że tak. Przecież istnieje coś takiego jak pamięć emocjonalna. Poza tym doskonale pamiętam dzieciństwo spędzone w komunistycznej Polsce. Pomogło mi w zrozumieniu Ileany, w postać której się wcieliłam. Zresztą myślę, że podobnie jak i mnie, tak i Goranowi, mojemu koledze z planu, zdecydowanie łatwiej było wczuć się w sytuację naszych bohaterów niż np. aktorom włoskim. Nie oznacza to jednak, że rola była prosta. Podczas ponad dwumiesięcznej pracy nad filmem zdarzały się sceny niebezpieczne i drastyczne, przez które bardzo ciężko było mi przejść. W jednej z nich wkładano mi pistolet do ust, w innej zostałam zepchnięta z ciężarówki. Takich momentów się nie zapomina. Mają dla mnie jako dla aktorki ogromną wartość. Grając lubię dawać z siebie wszystko.
Film pokazuje świat byłych demoludów oraz jego trudną konfrontację z Zachodem. Czy rola Ileany była dla Pani przytłaczająca? Do jakiego stopnia identyfikowała się Pani z tą postacią?
E.O.: Była nie tyle przytłaczająca, ile wymagająca dużo siły i samozaparcia, głównie ze względu na wydarzenia, w których uczestniczyła główna bohaterka. Były takie momenty, w których myślałam, że nie przeżyję. Na przykład w czasie kręcenia filmu w Bułgarii panował siarczysty mróz, a ja musiałam grać w letniej sukience. To było spore wyzwanie dla mojego organizmu. Dodatkowo, uciążliwe stało się osamotnienie wynikające z pracy z dala od kraju. Tak, to było naprawdę ciężkie kino. Podobnie się czułam w trakcie pracy nad filmem Strefa ciszy Krzysztofa Langa.
Która ze scen sprawiła Pani najwięcej trudności?
E.O.: Z pewnością scena z żołnierzami jugosławiańskimi oraz pobytu w ich obozie. Znajdował się w szczerym polu, dookoła obce i głównie męskie twarze. Takie sytuacje naprawdę pozostają w pamięci i robią wrażenie.
Jak czuła się Pani w roli Marilyn Monroe?
E.O.: Przede wszystkim nie traktuję swojej roli jako roli Marilyn Monroe, lecz Ileany, biednej dziewczyny z Rumunii, która fascynowała się jasnowłosą amerykańską gwiazdą lat 50.. Jednak z wielu przyczyn postać Marilyn Monroe jest mi bardzo bliska. Nie tylko dlatego, że ją lubię i podziwiam; ale także z tego powodu, że w szkole aktorskiej pisałam pracę magisterską na temat "Studium samotności kobiety aktorki na przykładzie Marilyn Monroe". Pamiętam, że z jednej strony chciałam napisać o filmie, z drugiej strony bardzo interesowała mnie psychologia, dlatego też zdecydowałam się na Monroe, aktorkę o ciekawym dorobku, z bogatym wnętrzem.
Gdyby miała Pani możliwość wcielić się w postać innej gwiazdy - kto by to był?
E.O.: Myślę, że nie ma takiej jednej, konkretnej osoby. Dla mnie ważne jest to, aby postać, którą gram była prawdziwa, czyli złożona, niejednoznaczna, niebanalna. Musi mieć zarówno jasną, jak i ciemną stronę osobowości - tak jak my wszyscy.
Z którym reżyserem najbardziej chciałaby Pani pracować?
E.O.: Marzeniem każdej aktorki jest zagrać u reżysera, który jest zainteresowany istotą kobiecości i kobietą. Najbardziej oczywistym przykładem jest Pedro Almadovar. Tak jest i w moim przypadku, bardzo chciałabym zagrać w jakimś filmie tego reżysera.
Jakie są Pani najbliższe plany filmowe?
E.O.: Niedawno zaczęłam pracę nad serialem kryminalnym pt. Determinator. W roli głównej występuje Robert Gonera, a ja gram jego kobietę. Jest to raczej męskie, sensacyjne kino, ale bardzo cieszę się z tej roli.
Kanał Zone Europa, w którym w styczniu pojawi się film Elvis i Marilyn, prezentuje kino europejskie. A jakie kino Pani lubi jako widz?
E.O.: Bardzo lubię kino ambitne i cieszę się, że są takie kanały jak Zone Europa. Kino komercyjne nie bardzo do mnie przemawia, aczkolwiek przyznam, że jest bardzo rozluźniające. W filmach szukam głównie powodów do refleksji i przemyśleń, to jest dla mnie ważniejsze od tego, czy film mi się rzeczywiście podoba czy nie.

12.11.2007 23:28 Edyta Olszówka jest jedyną współczesną polską aktorką, którą rozpoznaje. A zaczęło sie właśnie od tego filmu. - W latach młodości coś takiego przeżyłem na filmie Ostatni most - tam tak jak teraz Olszówka, objawiła mi sie Maria Schell.
zbit fg2002 | 24.08.2007 22:53 Ja także podziwiam panią Edytę.Jest śliczną kobietą i bardzo zdolną aktorką.Uwielbiam chodzić do Powszechnego na spektakle z Jej udziałem-jest do granic profesjonalna i bardzo przekonująca w każdej roli. Dzięki pani Edyto za wrażenia i emocje jakie wzbudza pani w nas widzach.
Kamil | 11.03.2007 14:39 edyta olszówka jest bardzo delikatną ,ładną iprofesjonalną aktorką.podziwiam ją.często widuję ją na nowym mieście w warszawie.przechodzimy obok siebie,obojętnie.zwróć na mnie uwagę.
przystojniak ze starówki |
 |